Pierwszy tom sagi Rica
Yanceya „Piąta fala” dostarczył mi niezapomnianych literackich
wrażeń i pozostawił mnie z niedosytem oraz rozbudzoną
ciekawością. Dlatego też nie zwlekałam z „zagłębieniem się"
w lekturze „Bezkresnego morza”. Miałam nadzieję na uzyskanie
odpowiedzi na nurtujące mnie pytania, ale nie przypuszczałam, że
kolejne spotkanie z bohaterami będzie tak niepowtarzalnym
doświadczeniem.
Po wydarzeniach w obozie ocaleni:
Ringer, Filiżanka, Cassie, Sam, Ben, Pączek i Dumbo znaleźli
schronienie w opuszczonym hotelu. Wiedzą jednak, że nie mogą
pozostać tam zbyt długo, ale lista możliwych alternatyw nie jest
ani długa, ani napawająca optymizmem. Czas decyzji zbliża się
nieubłaganie, a to oznacza podjęcie ryzyka i pożegnanie się z
nadzieją na powrót Evana. I mimo że Cassie ma świadomość, iż
jego szanse na przeżycie są bliskie zera, nie potrafi przyjąć
tego do wiadomości. Zwycięska bitwa oprócz fizycznych obrażeń
przyniosła im wolność, ale żeby wygrać wojnę trzeba mieć: broń,
wiedzę na temat przeciwnika, strategię, a co najważniejsze
przetrwać nadchodzącą zimę.