Debiuty literackie są pewnego rodzaju podróżą w ciemno z nieznanym przewodnikiem. Czytelnik ponosi większe, niż zazwyczaj ryzyko rozczarowania, ale ma też większą szansę na przeżycie czegoś niezwykłego, czego jeszcze nie doświadczył. Sięgając po powieść Juc Accardo miałam nadzieję na niezapomnianą przygodę, ale nie byłam pewna, czy kolejna lektura z motywem śmiertelnego dotyku będzie w stanie zrobić na mnie wrażenie.
Deznee Cross to zbuntowana siedemnastolatka wychowywana przez samotnego ojca prawnika, który nie poświęca córce zbyt dużo czasu. To jednak nie przeszkadza dziewczynie w podejmowaniu prób zwrócenia na siebie uwagi. Podczas powrotu z kolejnej imprezy, na jej drodze staje dziwnie zachowujący się chłopak i choć nastolatka tego nie planowała, staje się on „narzędziem” do wkurzenia tatusia. Zapraszając go do domu ma nadzieję na zrobienie określonego wrażenia. Niestety Kale okazuje się nieodpowiednim pionkiem do gry, a rekcja rodzica sprawiła, że życie dziewczyny 'wkracza” na nowe tory i prowadzi ją do miejsca, w którym nie tylko będzie musiała walczyć o swoją przyszłość, ale także zmierzyć się z przeszłością.









