Matthew Quick podbił
moje serce powieścią „Niezbędnik obserwatorów gwiazd”, która
była dla mnie nie tylko miłym zaskoczeniem, ale też dostarczyła
mi dużej dawki emocji i wrażeń. Sięgając po „Wybacz mi,
Leonardzie” byłam pewna, że i tym razem autor mnie nie zawiedzie, lecz nie przypuszczałam, że książka w tak dużym stopniu
przewyższy swoją poprzedniczkę.
Głównym bohaterem
powieści jest Leonard, którego poznajemy w dniu osiemnastych
urodzin. Ten dzień młodzieniec rozpoczyna w bardzo nietypowy
sposób – goląc głowę i przygotowując prezenty dla najbliższych
mu osób. I choć nie ma ich wielu, każdy prezent jest przemyślany
i idealnie dopasowany do odbiorcy. Jednak najbardziej spektakularny
podarunek ma dla byłego przyjaciela – Ashera, którym postanawia wyrazić mu podziękowania i wdzięczność za
wszystko to, co kumpel dla niego uczynił. I choć już samo
rozdawanie upominków przez jubilata wzbudza zdziwienie, to okazuje
się, że to tylko część urodzinowej ceremonii jaką sam dla
siebie przygotował.










